poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 43

Gdy nakładałam błyszczyk na usta, do pomieszczenia weszła jakaś blondynka z długimi włosami, czarną sukienką, która była bardzo obcisła. Dziewczyna patrzała na mnie, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Po jakimś czasie nie wytrzymałam, odwróciłam się w jej stronę. Od razu ją rozpoznałam. Była to Jessica. Tak, to ta była mojego chłopaka, która jest modelką.
- Przepraszam bardzo, ale o co pani chodzi? - spytałam grzecznie.
- Zostaw Neymara. - powiedziała stanowczo. - On cię i tak nie kocha. - zaśmiała się. - Co? Naprawdę myślisz, że jest tobie wierny? No to w takim razie się mylisz. Wtedy po tej imprezie w tym klubie, spędziliśmy razem noc. Wiem, że pewnie mi nie wierzysz, ale mam dowód. - zaczęła szukać coś w torebce i po chwili podała mi zdjęcie, na którym była ona sama i Neymar, na którym się całowali. - Widzisz? On cię nie kocha...
Nie mogłam dalej tego słuchać. Po prostu wybiegłam z łazienki, wybiegłam z domu i biegłam przed siebie. Było bardzo ciemno. Praktycznie nie widziałam gdzie biegnę. Z oczu leciały mi łzy. A gadał, że mnie kocha! Jak ja mogłam uwierzyć w te jego słówka?
Musiałam teraz pobyć sama, aby na spokojnie to wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam, dokąd mam pójść, ale ostatecznie wybrałam plażę, która nocą wyglądała tutaj pięknie. Była cisza, spokój, a więc dla mnie okej. Zdjęłam buty i szłam na boso w stronę wody. Piasek był zimny, ale w momencie, gdy moje pięty go dotykały, sprawiał przyjemność. Usiadłam, następnie położyłam się.
Jak ja mogłam być taka naiwna i głupia? Myślałam, że wszystko się jakoś ułoży po tej długiej rozłące, ale nie. Gdy już wszystko się układało (tak mi się zresztą wydawało, że się układa), to oczywiście musiało się coś stać. Jak zawsze zresztą.
A przeczuwałam, że się coś złego stanie, no i stało się.
Zaraz, zaraz...
Przecież ona mogła to wszystko zmyślić. Zdjęcie mogło być przecież zrobione, wtedy, kiedy byli jeszcze razem.
Postanowiłam, że z nim porozmawiam. Muszę przecież to wyjaśnić.
Wstałam, otrzepałam się z piasku i ruszyłam szybkim krokiem w stronę willi organizatora imprezy.
Wyjęłam telefon z kieszeni:
- 15 nieodebranych połączeń,
- 4 nieprzeczytane wiadomości.
Oczywiście od Neymara. Otworzyłam wiadomości:
Wiadomość pierwsza:
- Co się stało? Gdzie jesteś?
Wiadomość druga:
- Jenn, gdzie jesteś?
Wiadomość trzecia:
- Martwię się o ciebie!
Wiadomość czwarta:
- Odezwij się! Błagam!
Postanowiłam, że do niego zadzwonię, żeby się nie martwił. Tak też zrobiłam - zadzwoniłam do niego. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Jennifer? Bogu dzięki! - usłyszałam jego głos. - Gdzie jesteś?
- Idę w stronę domu Munira. - wyjaśniłam.
- To ja już wyjdę. Impreza już się kończy pomału. Będę na ciebie czekał pod domem.
- Okej. - rozłączyłam się.

Gdy doszłam już pod dom, Neymar na mnie czekał. Chciał mnie pocałować w policzek, ale odsunęłam się od niego. On spojrzał na mnie zdziwiony.
- Musimy porozmawiać. - wyjaśniłam.
- Chodź, mam przecież samochód. - powiedział i wsiedliśmy do pojazdu. - To gdzie jedziemy? - spojrzał na mnie.
- Do mnie, do domu. - odpowiedziałam.
Nic nie powiedział, tylko odpalił auto. Nim się obejrzałam, Neymar parkował samochód przed moim domem. Bez słowa wysiadłam. Otworzyłam drzwi od domu i weszłam do środka, za mną wszedł Ney.
Udałam się do salonu, usiadłam na kanapie, on także. Przez parę minut siedzieliśmy w ciszy. Postanowiłam, że ją przerwę.
- Musimy porozmawiać. - oświadczyłam.
- Wiem. - zgodził się. - Dlaczego uciekłaś z imprezy? - spytał.
- Słuchaj, gdy byłam w łazience, weszła do niej twoja była dziewczyna Jessica. - zaczęłam, ignorując jego pytanie.
- Co? - był zdziwiony. - Ale jak to?
- Tak to. Na początku ją ignorowałam, aż w końcu nie wytrzymałam i spytałam się, że o co jej chodzi. A ona... - nie dokończyłam.
- Co "ona"? - zaniepokoił się.
- A ona powiedziała, że mam cię zostawić, że mnie nie kochasz, że spędziliście razem noc po imprezie w tym klubie, wtedy kiedy wyznałeś mi miłość, pamiętasz? - nie czekając na jego odpowiedź, kontynuowałam. - Pokazała mi nawet zdjęcie, jako dowód, na którym byłeś ty i ona, na którym się całujecie.
Gdy skończyłam mówić, spojrzałam na niego. Ona patrzył mi prosto w oczy. W jego oczach było widać ból, zaskoczenie, złość.
- Posłuchaj. - zaczął. - Ona kłamie. Ja cię naprawdę kocham. Kocham cię najmocniej na świecie. To było pewnie zdjęcie, które zrobiła nam, gdy byliśmy jeszcze razem. A ja cię nie zdradziłem. Gdy wracałem z tej imprezy, po drodze wpadłem na Messi'ego, który został u mnie na noc, bo sam nie miał dość siły, by udać się do swojego domu, a jak wiesz, Messi mieszka trochę dalej. Jeśli mi nie wierzysz, zapytaj... - nie dane mu było dokończyć, bo mu przerwałam:
- Wierzę ci. - powiedziałam. - Przepraszam cię, że uciekłam.
- Strasznie się o ciebie martwiłem. - wyjaśnił. - Wracamy? - zapytał.
- Jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem. - Kocham cię. - pocałowałam go bardzo namiętnie.
- Ja ciebie też. - powiedział, gdy się od siebie oderwaliśmy. - Idziemy się przejść? - zapytał.
- Co? O tej godzinie? Późno już jest. - zaśmiałam się.
- Nic nie szkodzi. Niedaleko stąd jest park, do którego uwielbiam chodzić.
- No dobrze. - zgodziłam się.
Ubraliśmy buty, wzięłam bluzę, bo zrobiło się trochę chłodno na dworze. Wyszliśmy i Ney zaczął prowadzić mnie w stronę parku. Po około 20 minutach byliśmy już na miejscu. Usiedliśmy na jednej z ławeczek. Przytuliłam się mocno do Neymara i zaczęłam go namiętnie całować. Oczywiście, ktoś nam musiał przerwać. Usłyszałam głośne chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie.
- Jennifer, jesteś idealną dziewczyną. Ja się w tobie zakochałem. - powiedział...

Na dziś to już ostatni rozdział. :D
Bardzo proszę o komentarze. <3

Rozdział 42

*Oczami Jennifer*
Uszykowana już, czekałam aż przyjedzie po mnie Ney. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to on, więc poszłam otworzyć. Otworzyłam drzwi, jakby się paliło! Przede mną stał mój uśmiechnięty ukochany, który jest najważniejszą osobą w moim życiu.
Zakluczyłam drzwi i wsiadliśmy do samochodu. Ney włączył radio, w którym akurat leciała piosenka Michel Teló "Ai Se Eu Te Pego". Mój chłopak zaczął śpiewać, po chwili dołączyłam do niego. Akurat, gdy piosenka się skończyła, podjechaliśmy pod ogromny domek. Co ja gadam? Jaki domek? Podjechaliśmy pod ogromną willę.
Wysiedliśmy z auta i udaliśmy się do domu piłkarza. Otworzył nam sam gospodarz domu. Gdy weszliśmy, grała głośna muzyka, parę osób tańczyło. Ogólnie było już naprawdę dużo ludzi. Usiadłam z Neymarem na jednej z kanap.
Miałam jakieś dziwne przeczucie, że coś się dzisiaj wydarzy, ale złego. Ja to mam zawsze czarne myśli!
Starałam się nie okazywać po sobie, że jestem spięta, ale nie było to dla mnie łatwe. W końcu jakoś zapanowałam nad swoim strachem i żeby odpędzić od siebie te myśli, że "coś się złego wydarzy", wstałam, złapałam Neymara za rękę i pociągnęłam w stronę takiego jakby parkietu.
Po tańcu, znowu usiedliśmy na tej samej kanapie co przed tem. Było tu bardzo dużo ludzi. Widocznie Munir zaprosił nie tylko piłkarzy, ale także swoich znajomych.
Jakież było moje zdziwienie, gdy z tłumu dobrze bawiących się imprezowiczów, zobaczyłam Cami. Podeszłam do niej. Ona również była trochę zaskoczona. Potańczyłyśmy trochę. Byłam już trochę zmęczona, więc powiedziałam jej, że idę usiąść. Ona kiwnęła tylko głową i zaczęła tańczyć z gospodarzem domu. Zaczęłam szukać Neymara, ale go nie było. Zaczęłam się niepokoić. W końcu przyszedł i gdy mnie zobaczył, od razu do mnie podszedł. Pocałował mnie w policzek, a ja zrobiłam to samo. Powiedziałam, że idę do toalety, i że zaraz przyjdę. On powiedział tylko "okej", a ja poszłam na górę do łazienki. Gdy nakładałam błyszczyk na usta, do pomieszczenia weszła jakaś blondynka z długimi włosami, czarną sukienką, która była bardzo obcisła. Dziewczyna patrzała na mnie, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Po jakimś czasie nie wytrzymałam, odwróciłam się w jej stronę. Od razu ją rozpoznałam. Była to...

Chcecie jeszcze kolejny rozdział? :)

Rozdział 41

Cześć wszystkim !! :) Jestem przeziębiona, więc mam trochę wolnego czasu i zabieram się za pisanie rozdziałów ;) Być może dzisiaj dodam więcej niż jeden ??

*Oczami Jennifer*
Gdy dojechaliśmy na Camp Nou, wszyscy piłkarze już byli, ich partnerki również.
Trochę się denerwowałam, ale w sumie sama nie wiem czym? Ney widocznie to zauważył, bo przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Udaliśmy się wszyscy do szatni, która była podzielona na: szatnię męską i damską. Nikogo praktycznie nie znałam. No, chyba, że z wyglądu. Gdy przebrałam się już w koszulkę Barcy z napisem "Neymar Jr", spodenki i korki, podeszła do mnie śliczna blondynka, którą od razu rozpoznałam - Shakira.
- Cześć. - przywitała się. - Jestem Shakira. - wyciągnęła dłoń w moją stronę.
- Hej. - również się przywitałam. - Jennifer. - odpowiedziałam nieśmiało i uścisnęłam dłoń dziewczyny.
- Będziesz grać? - zapytała.
- Tak. A ty?
- Ja też, chociaż w sumie to nie umiem za bardzo. - powiedziała szczerze.
- Przyznam się, że ja też nie umiem za bardzo grać. Chociaż w sumie to nie wiem. Tyle lat już nie grałam... - uśmiechnęłam się ciepło.
- Damy radę! Przecież wygramy! - oznajmiła pewna siebie.
- Ale jak to "damy"? - spytałam zaskoczona.
- Gramy my, dziewczyny przeciwko chłopakom. - wyjaśniła.
- Przecież my nie damy rady. - zauważyłam. - Oni są zawodowymi piłkarzami...
- Wygramy. Zobaczysz, Jenn. - uśmiechnęła się.
- Przebrałaś się już? - spytałam.
- Tak. Idziemy? - zapytała i nie czekając na moją odpowiedź, złapała mnie za rękę i w podskokach udałyśmy się na boisko.
Gdy weszłyśmy na murawę, ja poszłam w stronę Neymara, który uśmiechał się do mnie szeroko, a moja nowo poznana koleżanka, udała się w stronę swojego ukochanego.
- I jak tam? - zapytał.
- Świetnie. - powiedziałam z nutką sarkazmu w głosie. - I tak wiesz, że wygracie, prawda?
- Nigdy niewiadomo. Przecież bardzo dobrze grasz. Obawiam się raczej, że my przegramy.
- Ta, jasne. - mruknęłam. - Ile minut będzie trwała jedna połowa? - spytałam.
- Tak jak w normalnym meczu - 45 minut.
Rozejrzałam się i z powątpieniem spojrzałam na całe, wielkie boisko. Jęknęłam głośno.
- Żartuję. - zaśmiał się. - Nie wiem. Pewnie z 20 minut.
- Ufff! - odetchnęłam z ulgą.
Neymar chciał mnie już pocałować, ale usłyszeliśmy głos trenera:
- Podejdźcie tu do mnie!
Odsunęłam się od niego z łobuzerskim uśmiechem, tym razem to on jęknął i westchnął. Ja się tylko zaśmiałam, złapałam go za rękę i ruszyłam w stronę trenera.
Uzgodniliśmy, że każda połowa będzie trwać 20 minut, a przerwa 15 minut.
Najpierw trener poprowadził długą i strasznie wyczerpującą rozgrzewkę, że już nie miałam siły grać. Potem dopiero zaczeliśmy grać.
Na początku było ciężko, chociażby odebrać piłkę, ale wiadomo, że początki są zawsze trudne, a potem już jakoś idzie. I tak było też tym razem. Gdy skończyła się pierwsza połowa, wygrywali chłopacy 1:0, ale się nie zmartwiłyśmy i na przerwie wszystko uzgodniłyśmy co i jak. Po przerwie, weszłyśmy na murawę.
Muszę przyznać, że gdy obserwowałam mojego chłopaka jak gra, byłam z niego ogromnie dumna.
W końcu zaczęła się druga połowa. Starałyśmy się, aby nie odbierali nam piłki, ale zawsze szło coś nie tak. I gdy już traciłyśmy nadzieję, że przegramy, zdarzył się po prostu cud! Byłam blisko bramki, gdy Shakira podała mi piłkę, z całej siły kopnęłam piłkę, która oczywiście wleciała do bramki. Cieszyłyśmy się bardzo.
Po meczu, po którym byłam bardzo wykończona, udałam się z dziewczynami do naszej szatni.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w swoje ubrania, w których tu przyszłam i jako chyba druga wyszłam z pomieszczenia. Udałam się pod szatnię chłopaków. Zapukałam. Otworzył mi Munir, który uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył, odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź. - powiedział i otworzył szerzej drzwi.
- Na pewno mogę? - chciałam się upewnić.
- Pewnie! Wchodź. - weszłam i zobaczyłam Neymara, od razu do niego podeszłam.
On mnie nie widział, bo akurat stał do mnie tyłem. Objęłam go od tyłu. Odwrócił się w moją stronę. Pocałował mnie namiętnie.
- Ej, ej, ej! Bleee. - powiedział Marc Bartra i zaczął się śmiać. - Przestańcie! Nie w miejscu publicznym.
- Zamknij się. - upomniał go Ney i znowu zaczął mnie całować.
Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie, ale mój ukochany cały czas trzymał mnie za rękę.
- Wszystkich was zapraszam dzisiaj do siebie do domu, ponieważ robię imprezę! - oznajmił nam Munir.
Wyszliśmy z szatni, ze wszystkimi się żegnając. Wyszliśmy na zewnątrz i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Wsiedliśmy do pojazdu. Po około 10 minutach byliśmy już pod bramą mojego domu. Weszliśmy do mojego domu, usiedliśmy na kanapie.
- Ja muszę jechać, bo niedługo jest przecież impreza, a muszę się uszykować i w ogóle.
- Okej. A tak w ogóle to gdzie mieszka Munir?
- Nie martw się oto. Przyjadę po ciebie. - uśmiechnął się, pocałował mnie czule, wstał i wyszedł.
Ja zaczęłam szykować się na dzisiejszą imprezę.

------------------
Mam wenę, więc dzisiaj chyba dodam dużo rozdziałów. :D
A tutaj Ney:

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 40

*Oczami Neymara*
Obudziły mnie promienie słoneczne, które wpadały do mojego pokoju. Z jękiem, przewróciłem się na drugi bok. Dopiero teraz poczułem straszny ból głowy. No tak - wczoraj tyle wypiłem, że nawet nie pamiętam ile, i takie są tego oto efekty. Przekręciłem lekko głowę i spojrzałem na zegarek - 11:30. Trochę sobie pospałem, ale należało mi się w sumie. Cały czas chodzę późno spać, a wstaję o piątej, jadę na trening, jeżeli nie mam żadnego meczu, jadę do wielkiego domu, który jest pusty, bo rodzice i siostra mieszkają niedaleko.
Postanowiłem, że poleżę sobie jeszcze. Trening jest dopiero o 17. Tak to byłby rano, ale trener przełożył go na późniejszą godzinę. Widocznie przewidział, że możemy mieć problem ze wstaniem.
Podczas leniuchowania, przypomniała mi się wczorajsza impreza. Pamiętam, jak szukałem Jennifer po całym klubie. Wiedziałem, że będzie, ponieważ rozmawiałem wcześniej z jej bratem, Diego. Gdy ją znalazłem, zobaczyłem, że siedzi do mnie tyłem, więc poszedłem do niej cicho na palcach (w sumie niepotrzebnie, bo i tak by pewnie nie usłyszała moich kroków - leciała głośna muzyka). Pokazałem jej przyjaciółce, żeby nic o mnie nie mówiła. Mimo hałasu, usłyszałem krótką rozmowę dziewczyn:
- Za kim się tak rozglądasz? - zapytała towarzyszka Jenn.
- Za nikim. Tak po prostu sobie patrzę.
- Ta, jasne. Za Neymarem.
- No...
- Jennifer!
- No tak, za Neymarem. Widziałaś go?
- Tak.
- A gdzie?
- Jest dokładnie za tobą. - zaczęła się śmiać.
I wtedy odwróciła się w moją stronę. Na jej twarzy było widać zaskoczenie, ale chyba także radość. Nie, pewnie mi się zdawało. Cami, bo tak nazywała się przyjaciółka Jennifer, wstała i ruszyła w stronę stolika. Ja natomiast usiadłem na jej miejscu. Przywitałem się, ona ze mną. Wyjęła telefon i zaczęła coś w nim patrzeć. Siedziałem i nie wiedziałem co zrobić. Chciałem, żeby ze mną porozmawiała. Pochyliłem się ku niej i położyłem swoją rękę na jej drobnej ręce. Poprosiłem ją, czy by nie mogła ze mną porozmawiać. Zależało mi bardzo na tej rozmowie. Miałem zamiar jej wszystko wyjaśnić. Na początku była niemiła, ale jej się nie dziwię. Potem, gdy wszystko wyjaśniłem, zaczęłam płakać normalnie jak dziecko. Cieszyłem się niezmiernie, że mnie wysłuchała. Ale pytanie: czy mi wybaczyła? Z jednej strony poczułem ogromną ulgę, ale z drugiej już nie. Wyjaśniłem jej, to fakt, ale może mi przecież nie wybaczyć.
Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że również płacze. Wstałem, podszedłem do niej i najmocniej jak potrafiłem, przytuliłem ją do siebie. Tak bardzo mi jej brakowało. Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Gdy po dłuższym czasie, odsunęła się ode mnie, spojrzałem jej głęboko w oczy i powiedziałem:
- Kocham cię.
Na początku się wystraszyłem, że ucieknie, ale wręcz przeciwnie. Przez chwilę zastanawiała się co ma powiedzieć, ale po dłuższym czasie, który wydawał się dla mnie, że trwa wieki, szepnęła:
- Ney... ja ciebie też kocham, ale zrozum... Ja muszę to jeszcze przemyśleć.
Gdy to powiedziała, bardzo się ucieszyłem. Zrozumiałem ją, przecież ją zraniłem, więc musi to oczywiście przemyśleć. Mam jednak nadzieję, że mi wybaczy.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy. Było cudownie zobaczyć ją po tych długich latach.
Potem niestety impreza się skończyła i wróciliśmy do swoich domów.
To tyle co pamiętam.
Postanowiłem, że już wstanę. Przecież nie mogę sobie pozwolić na leżenie cały dzień. Niechętnie, powoli zacząłem się podnosić do pozycji siedzącej. Później wstałem. Cały czas bolała mnie głowa. Wziąłem tabletki przeciwbólowe. Po jakimś czasie pomogły i głowa mnie już nie bolała. Nie byłem za bardzo głodny, więc postanowiłem, że najpierw wezmę prysznic. I tak też zrobiłem. Umyty i ubrany zszedłem na dół, do kuchni i zrobiłem tosty. Po śniadaniu, umyłem naczynia i udałem się do salonu, gdzie zagrałem w fife. Czas zleciał mi bardzo szybko. Spojrzałem na zegarek - 15:24. Miałem jeszcze bardzo dużo czasu.
Nagle wpadłem na pomysł, żeby pojechać do domu mojej przyjaciółki. Chyba mogłem przecież ją tak nazwać, prawda? Sama nawet powiedziała, że póki co, na razie będziemy przyjaciółmi.
Uśmiechnąłem się szeroko, sam nawet nie wiedziałem dlaczego. Jednak po chwili mój uśmiech zgasł, bo przecież nie wiedziałem, gdzie Jennifer mieszka. Nie miałem nawet jej numeru telefonu. Ale zaraz, zaraz! Przecież mam numer Diego! Tak! To jest to! Wykręciłem numer i zadzwoniłem. Błagałem Boga, żeby numer był aktualny i żeby brat Jenn odebrał. Gdy już traciłem nadzieję, usłyszałem głos kumpla.
- Halo? - zapytał.
- Cześć, Diego. - przywitałem się. - Z tej strony Neymar. - wyjaśniłem. - Mógłbyś mi podać adres, gdzie mieszka Jennifer?
Na początku był trochę zdziwiona, tym faktem, że cały czas mam jego numer. Oczywiście podał mi adres jego siostry. Podziękowałem mu, trochę porozmawialiśmy o dzisiejszym treningu.
Po rozmowie z jej bratem, wyszedłem z domu, wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem pod podany adres.
Nie jechałem długo. Okazało się, że mieszka całkiem blisko mojego domu.
Zaparkowałem samochód, wysiadłem i skierowałem się w stronę domu. Spojrzałem na karteczkę z adresem, aby upewnić się, że to na pewno tutaj. Wszystko się zgadzało, więc zapukałem do drzwi. Po chwili otworzyła mi Jennifer. Była ubrana w sportową fioletową koszulkę, czarne getry i adidasy.
- Hej. - przywitała się nieśmiało.
- Cześć. - uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła uśmiech.
- Wejdź. - powiedziała.
Udaliśmy się do salonu. Usiadłem na kanapie, a Jenn koło mnie.
- Jak się czujesz? - zapytałem.
- Teraz lepiej, ale rano to była jakaś masakra. Tak mnie głowa bolała, ale wzięłam tabletkę i przestała. A ty jak się czujesz?
- Też już lepiej. - uśmiechnąłem się. - Jesteś już uszykowana?
- Tak, jestem. - odpowiedziała.
- Może już pojedziemy? - zaproponowałem.
- Yyy, za chwilę... - widziałem, że się trochę krępuje.
- Coś się stało? - spytałem.
- Posłuchaj, bo ja całą noc i cały dzień myślałam o... nas.
- Tak? - zaniepokoiłem się.
- I podjęłam już decyzję.
- Jaką? - zapytałem drżącym głosem.
Nie odpowiedziała, tylko przybliżyła twarz do mojej i zaczęła mnie całować. Przez chwilę siedziałem jak zaczarowany. To znaczy, że mi wybaczyła? To znaczy, że da mi jeszcze jedną szansę?

*Oczami Jennifer*
Całą noc i cały dzień nad tym myślałam i podjęłam decyzję. Trochę zdziwiłam się, że zobaczyłam Neymara, który stał pod moimi drzwiami.
- Hej. - przywitałam się nieśmiało.
- Cześć. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź. - powiedziałam.
Udaliśmy się do salonu. Usiadłam na kanapie, a Ney koło mnie.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Teraz lepiej, ale rano to była jakaś masakra. Tak mnie głowa bolała, ale wzięłam tabletkę i przestała. A ty jak się czujesz?
- Też już lepiej. - uśmiechnął się. - Jesteś już uszykowana?
- Tak, jestem. - odpowiedziałam.
- Może już pojedziemy? - zaproponował.
- Yyy, za chwilę...
- Coś się stało? - spytał.
- Posłuchaj, bo ja całą noc i cały dzień myślałam o... nas.
- Tak? - zaniepokoił się.
- I podjęłam już decyzję.
- Jaką? - zapytał drżącym głosem.
Nie odpowiedziałam, tylko przybliżyłam twarz do jego i zaczęłam go całować. Po chwili Ney odwzajemniał moje pocałunki. Całował mnie namiętnie. Tak bardzo tęskniłam za nim, za jego ustami, za jego oczami, za jego uśmiechem... Ogólnie... Za nim!
Po dłuższej chwili odsunął się ode mnie, a ja jęknęłam. On tylko się uśmiechnął się i zapytał:
- To znaczy, że mi wybaczasz?
- Tak, Ney, wybaczam ci. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię! - powiedział czule, patrząc mi cały czas w oczy.
- Ja ciebie też! - kątem oka spojrzałam na zegarek i była już 17:30. - Musimy już jechać. - zauważyłam.
- Jasne, kochanie. Chodźmy.
Zakluczyłam dom i poszliśmy w stronę samochodu mojego chłopaka? Tak, mojego chłopaka!
Wsiedliśmy i jechaliśmy na stadion. Na początku jechaliśmy w ciszy, ale ją przerwał:
- Dobrze, że ubrałaś się na sportowo. Chociaż niepotrzebnie. - stwierdził.
- Dlaczego? - spytałam ciekawa.
- Bo będziemy dzisiaj grać mecz.
- No wy. Przecież masz mecz z klubem Diego.
- Zmiana planów. - uśmiechnął się. - Będziesz grać? - spytał.
- Mogę grać. - powiedziałam.
- Okej. Cieszę się bardzo. - uśmiechnął się. - Poznasz dziewczyny moich kumpli. A tak na marginesie, to wiedziałaś, że twój brat ma dziewczynę?
- Jak to? - zapytałam zaskoczona.
- Rozmawiałem z nim dziś i mi powiedział.
- Mi nic nie powiedział. No, dzisiaj sobie z nim na poważnie porozmawiam. - zaśmiałam się.
Przez resztę drogi, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.

-----------------------
Wow!! Napisałam już 40 rozdziałów... Aż w szoku normalnie jestem. xD
Mam nadzieję, że się podoba, chociaż wątpię.
Proszę o komentarze. <3
Nie mam pojęcia kiedy będzie rozdział 41, bo mam dużo nauki. :/

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 39

 - Kocham cię. - powiedział.
         Przez chwilę zastanawiałam się co mam powiedzieć.
- Ney... ja ciebie też kocham, ale zrozum... Ja muszę to jeszcze przemyśleć.
- Ja rozumiem. Będę czekał, obiecuję. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- To może na początek... Bądźmy przyjaciółmi? - zaproponowałam.
- Oczywiście, przyjaciółko.
- Dobrze, przyjacielu. Mam takie pytanko.
- Jakie? - zapytał zaciekawiony.
- Gdzie jest twoja dziewczyna? Dlaczego nie przyszła z tobą?
- Co? - widocznie myślami był gdzie indziej. - Ale ja nie mam dziewczyny. - odparł zdziwiony.
- Jessica ?? - zapytałam, bo już sama nie wiedziałam.
          Przecież kilka dni temu mówili w telewizji, że są szczęśliwą parą.
- Ale my nie jesteśmy już razem od jakiegoś czasu. - wyjaśnił. - Przed kamerami, graliśmy kochającą się, szczęśliwą parę. W rzeczywistości tak nie było. Często się kłóciliśmy, o byle co. Nigdy mnie nie wspierała w trudnych chwilach. Mieszkaliśmy razem. Gdy wracałem z treningów, jej nie było w moim domu. Wracała w środku nocy albo nad ranem. Byłem świadomy tego, że może mnie zdradzać. I przyłapałem ją na tym. Miałem już tego wszystkiego dosyć i zerwałem z nią. Mówiła oczywiście "to nie tak, wysłuchaj mnie", ale ja nie miałem ochoty jej słuchać.
- Aha. Może porozmawiajmy o czymś innym? - zaproponowałam.
- A o czym byś chciała?
- Tak w ogóle to gratuluję dołączenia do Barcy.
- Dzięki. - uśmiechnął się.
- To było twoje marzenie.
- Tak. - przyznał. - To był, jest i będzie mój najlepszy klub! Zawsze chciałem dołączyć do drużyny Barcy. Gra u boku Messi'ego, to było jedno z moich marzeń, które się spełniło. - powiedział. - Według ciebie, jaki jest najlepszy klub?
- Oczywiście, że FC Barcelona. - uśmiechnęłam się.
- Wiedziałem. - odwzajemnił uśmiech. - No, ja się rozgadałem, teraz kolej na ciebie.
          Wypytywał mnie, co robiłam przez te cztery długie lata, o moich chłopakach (których wcale nie było, na co on się zdziwił) itd...
          Zaczęliśmy wspominać to co było dokładnie cztery lata temu.
- Pamiętasz jak wtedy wpadłeś na mnie na boisku? - zaśmiałam się.
- Pamiętam, ale byłaś wkurzona. - też się zaśmiał.
- No sorry, ale tłum biegających po boisku piłkarzy, którzy biegają jak szaleni, wariaci, ty chcesz iść, a jeden na ciebie wpada!
- Przeprosiłem przecież.
- Wiem, wiem.
- A pamiętasz jak poszliśmy na plażę i ja zaproponowałem, żebyśmy poszli popływać, a ty nie chciałaś i wziąłem cię na ręcę i wrzuciłem cię do wody? - zaśmiał się na samo wspomnienie.
- To akurat nie było śmieszne.
- Przyznaj się. Było to bardzo zabawne.
- Ta, a ty jeszcze z tym Titanic'iem wyskoczyłeś.
- Hahaha, tak. - uśmiechnął się uroczo. - Dobra, trochę pogadaliśmy, jeszcze potem porozmawiamy, ale teraz potańczymy sobie trochę. A więc, mogę prosić do tańca? - zapytał.
- Oczywiście.
          Złapał mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Tańczyliśmy obok siebie, rozmawiając, cały czas wybuchaliśmy śmiechem. Było naprawdę cudownie. Po około godzinie byłam już zmęczona i powiedziałam mojemu przyjacielowi, który cały czas obok mnie tańczył, że idę usiąść na trochę. Chłopak zgodził się ze mną i razem poszliśmy w stronę stolika, gdzie siedzieli: Messi, Sanchez, Bartra, Pique, Diego, Shakira i Cami. Usiadłam koło przyjaciółki, a Neymar koło Messi'ego, na przeciwko mnie.
          Rozmawialiśmy, popijając drinki. Wszyscy dobrze się bawiliśmy. Koło drugiej wszyscy zaczęli się zbierać, więc pomyślałam, że mi też by już wypadało iść do domu. Wzięłam torebkę, popatrzyłam na przyjaciółkę, która spała. Zaśmiałam się cicho i zaczęłam ją budzić. Szturchnęłam ją w ramię.
- Ej! Camila! Wstawaj.
          Nie mam zielonego pojęcia, jak udało jej się zasnąć, bo przecież cały czas grała głośna muzyka.
          W końcu otworzyła swoje niebieskie oczy, wstała i spojrzała na mnie zdziwiona. Ziewnęła, przeciągnęła się i wstała.
- Cooo? - zapytała zaspanym głosem.
- Idziemy? Ja się już ledwo na nogach trzymam, ty widzę, że również, więc?
- Okej. Chodźmy. - i wyszłyśmy z klubu.
         Na dworze było już bardzo ciemno. Trochę bałam się wracać, ale na szczęście nie wracałam sama. Gdy już szłyśmy w stronę naszych domów, które znajdowały się niedaleko, zatrzymał mnie głos Neymara. Powiedziałam przyjaciółce, żeby na mnie zaczekała, ona pokiwała głową i ruszyła ku ławeczce.
         Podeszłam do Neymara.
- Już też idziesz? - zapytał.
- Tak. Nie czuję się najlepiej, a jutro przecież macie trening, na którym oczywiście będę, więc już muszę wracać do domu.
- Ja też się źle czuję. Trochę przesadziłem. - uśmiechnął się lekko.
- Ja też. No, jutro to nie będzie pewnie aż tak nam do śmiechu. - stwierdziłam.
- Wiem.
- Okej, będę już szła. To pa! - już odwróciłam się na pięcie, już chciałam zrobić krok, ale Ney złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie pożegnasz się? - spytał zachrypniętym głosem.
         Pocałowałam go w policzek i odsunęłam się z uśmiechem.
- Pasuje? - zapytałam.
- Jasne! Dobranoc. - teraz to on mnie pocałował w policzek.
- Dobranoc! - ruszyłam w stronę przyjaciółki. Każda poszła do swojego domu. Gdy weszłam, od razu skierowałam się do sypialni. Nie miałam siły nawet się ubrać w piżamę - spałam w tych rzeczach, których byłam na imprezie. Zmęczona, szybko zasnęłam.

-------------
Hej :)
A oto rozdział 39...
Wiem, beznadziejny... :/
Nie mam pojęcia kiedy dodam rozdział 40, ale niedługo. :)
Proszę o komentarze <3

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 38

          Neymar usiadł na miejsce Cami - dokładnie na przeciwko.
- Hej. - przywitał się i uśmiechnął się łobuzersko.
          Myślałam, że zemdleję.
- Cześć. - mruknęłam.
          Wyjęłam telefon z mojej małej torebeczki. Nagle poczułam, jak ktoś kładzie rękę na mojej ręce. Spojrzałam i okazało się, że to Neymar.
- Czy mogłabyś odłożyć telefon i ze mną porozmawiać? - zapytał.
- A czy ty mógłbyś zabrać rękę?
- Przepraszam. - powiedział i posłusznie zabrał rękę. - Mam ci dużo do wyjaśnienia... - powiedział.
- Wątpię. Widziałam wszystko dokładnie wtedy w parku.
- To nie tak jak myślisz. - zaczął, ale mu przerwałam.
- Chyba wiem, co widziałam. - mruknęłam.
- Nie bądź niemiła.
- A co ty myślałeś? Po tym co mi zrobiłeś?
- Właśnie dążę do tego, żeby ci to wszystko wytłumaczyć. Mogę? - kiwnęłam głową na "tak" - Dziękuję. Widzisz... To była moja była, która chciała żebym cię zostawił i żebym do niej wrócił. Zaczęliśmy się kłócić. Mówiłem jej, że i tak do niej nie wrócę, ale ona była głucha. To nie było tak, że to ja ją wtedy pocałowałem. Otóż nie. Widocznie wiedziała, że to ty jesteś moją dziewczyną, zobaczyła cię i mnie pocałowała, nie wiedziałem, że może posunąć się aż tak daleko. Natychmiast się od niej oderwałem i już miałem iść, ale wtedy usłyszałem twój głos, zobaczyłem cię, jak szłaś w moją stronę, zła, wkurzona, zraniona, smutna... Gdy powiedziałaś, że to już koniec, załamałem się. Nie mogłem w to uwierzyć. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałaś. Kilka razy przyjechałem pod twój dom, waliłem w te głupie drzwi, mając nadzieję, że je otworzysz. Chciałem z tobą porozmawiać, chciałem się z tobą w jakiś sposób skontaktować. Miałem nadzieję, że z tobą jeszcze porozmawiam. Postanowiłem, że pojadę do Tini, i tak też zrobiłem. Wpuściła mnie do środka. Oczywiście na mnie nakrzyczała, ale jej się nie dziwię, należało mi się. Wyjaśniłem jej wszystko. Gdy wszystko jej wyjaśniłem, powiedziała, że wyjechałaś. Że już ciebie nie ma tu w Brazylii. Wtedy się kompletnie załamałem. Moje serce rozpadło się na milion kawałków.Wyszedłem z domu Martiny i pojechałem pod twój dom. Był pusty, tak jak moje serce. Odechciało mi się żyć. Zamknąłem się w sobie. Dużo razy opuszczałem treningi. Miałem nadzieję, że to tylko głupi koszmar, że jak się obudzę to będziesz przy mnie. Jednak gdy budziłem się tak każdego dnia, ciebie nie było. Ciebie nie było! Przez te 4 lata, myślałem cały czas o tobie! Nie było chwili, gdybym o tobie nie myślał! Miałem dziewczyny, bo miałem, ale one były tylko po to, aby zapomnieć o tobie, ale cały czas o tobie myślałem. Mówiłem sobie w myślach, że pewnie masz już chłopaka, a nawet narzeczonego czy męża, że już mnie nie pamiętasz, że już nawet pewnie nie pamiętasz, że ze mną chodziłaś. Ja ciebie cały czas kocham. - w oczach miał łzy, a po chwili łzy spływały mu po policzku.
         Ja też miałam łzy w oczach. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
         Neymar wstał, myślałam, że pójdzie sobie, ale nie. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Obydwoje płakaliśmy. Tak bardzo mi go brakowało! Wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Po dłuższym czasie, oderwałam się od niego. Spojrzałam w te jego śliczne brązowe oczy, które miał czerwone od płaczu.
- Kocham cię. - powiedział.


-----------
A wstawię jeszcze rozdział 38, skoro już jest napisany :P
Proszę o komentarze <3 ;*
Rozdział 39 dodam jutro albo w czwartek ;)

Rozdział 37

*Jennifer*
          Biegałam po całym domu i szykowałam się na dzisiejszą imprezę. Byłam już ubrana - w ciemne jeansy, złotą bluzkę z krótkim rękawem i czarne adidasy. Do tego jeszcze złoty łańcuszek, kilka złotych bransoletek i złote kolczyki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone - jak zwykle - i zrobiłam lekkie fale. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, ale tylko odrobinkę. Stanęłam przed lustrem, by zobaczyć efekt końcowy.
          Usłyszałam za sobą gwizdnięcie z zachwytu i natychmiast się odwróciłam.
- Puka się. - zauważyłam.
- Hej. - przywitała się Cami. - Świetnie wyglądasz.
- Cześć. - przewróciłam oczami. - Dzięki, ty też.
- Gotowa? - zapytała.
- Tak, prawie. Już kończę.
- Pośpiesz się dziewczyno! Za pięć minut już osiemnasta!
- Że co?! - przestraszyłam się.
- Nie no, żartuję. - zaśmiała się. - Ale się pośpiesz.
- Weź ludzi nie strasz kobieto. - mruknęłam.
         Cami bardzo uważnie mi się przyglądała. Cały czas mnie obserwowała. Śledziła każdy mój ruch. Nie powiem - trochę mnie to krępowało.
         W końcu skończyłam się szykować. Odwróciłam się w stronę przyjaciółki, która patrzyła coś w telefonie.
- Już jestem gotowa. Możemy iść. - oświadczyłam.
- Okej, no to idziemy. - oznajmiła i ruszyłyśmy w stronę drzwi.
         Gdy byłyśmy w połowie drogi, Cami się odezwała:
- A kto tam w ogóle będzie?
- Ja, ty, Diego, kumple z drużyny Diego, chłopaki z Barcy, ich siostry, dziewczyny.
- Mhm. Ten Twój Neymar też będzie, prawda? - zapytała z uśmiechem.
- Przestań! On nie jest mój.
- Może i nie jest, ale będzie. Zobaczysz.
- Czy ty coś sugerujesz? - spytałam wkurzona.
- Nie... Może... Nie wiem.
- Okej...
- Coś czuję, że coś się ciekawego wydarzy na tej imprezie. - oznajmiła.
- Ciekawe co? - mruknęłam.
          Przyjaciółka patrzyła na mnie znacząco.
- O nie, nie nie! Chyba ciebie pogięło!
- Wszystko jest możliwe. - uśmiechnęła się szeroko.
- Mogę cię o coś prosić? - zapytałam.
- Jasne. Słucham?
- Nie rób niczego głupiego okej?! - poprosiłam.
- To znaczy?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.
- No dobra, dobra. Obiecuję.
          Resztę drogi przeszłyśmy praktycznie w milczeniu. Gdy stanęłyśmy pod klubem, spojrzałam znacząco na Cami. Ona tylko się uśmiechnęła i kiwnęła głową. Weszłyśmy do klubu. Grała głośna muzyka, wszędzie było pełno ludzi. Większość tańczyła. Kilka osób siedziało przy dużych, brązowych stolikach. Wszyscy pili jakiś tam alkohol.
         Rozpoznałam mojego brata, który siedział przy jednym ze stolików i rozmawiał z kilkoma kumplami. Postanowiłyśmy, że pójdziemy do Diego. I tak też zrobiłyśmy. Gdy stanęłam przed nim, on nawet mnie nie zauważył. Klepnęłam go lekko w ramię, odwrócił się z szerokim uśmiechem.
- Hej! Siadajcie! - powiedział i wskazał na wolne siedzenia.
          Usiadłyśmy. Trochę się krępowałam, bo praktycznie nikogo tutaj nie znałam. W końcu Diego raczył nas sobie przedstawić.
- Aaa, przepraszam. Chłopaki to jest Jennifer, moja siostra - wskazał na mnie - a to jest Cami, jej przyjaciółka - wskazał na moją przyjaciółkę, która grzecznie siedziała sobie obok mnie. Wiedziałam, że to tylko pozory. - Jennifer, Cami, to jest Gerard Pique, Cesc Fabregas i Alexis Sanchez.
- Cześć. - powiedziałam równocześnie z moją towarzyszką.
          Na początku, w ogóle prawie z nimi nie rozmawiałyśmy, ale potem się tak rozkręciłyśmy, że nie mogłyśmy się zamknąć.
          Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Bardzo spodobał mi się Cesc. Mieliśmy wspólne zainteresowania. Ogólnie to całą trójkę polubiłam.
          Chłopacy postawili nam drinki. Wszyscy dobrze się bawiliśmy.
          Postanowiłyśmy, że usiądziemy sobie na trochę we dwie i ruszyłyśmy ku wolnego stolika.
          Taka byłam zajęta, że zapomniałam, że przecież Neymar też tutaj jest, a raczej powinien być. Zaczęłam się dyskretnie rozglądać. Może i nie robiłam tego tak dyskretnie, jak mi się wydawało, bo Cami zapytała:
- Za kim się tak rozglądasz?
- Za nikim. Tak po prostu sobie patrzę. - skłamałam.
- Ta, jasne. Za Neymarem.
- No...
- Jennifer!
- No tak, za Neymarem. Widziałaś go?
- Tak.
- A gdzie?
- Jest dokładnie za tobą. - zaczęła się śmiać.
          A ja się odwróciłam - i faktycznie. Za mną stał uśmiechnięty Neymar, który był ubrany w ciemne jeansy i czarną koszulkę.
- Hej. - powiedział. - Czy mógłbym ją porwać na trochę? - zwrócił się do mojej przyjaciółki.
- Jasne. Ja pójdę do Diego, Pique i Sanchez'a. - uśmiechnęła się, puściła mi oczko i poszła w stronę stolika, gdzie siedziała cała trójka.
          Neymar usiadł na miejsce Cami - dokładnie na przeciwko.
- Hej. - przywitał się i uśmiechnął się łobuzersko.
-----------
A oto rozdział 37 ;)
Proszę o komentarze <3
Chyba jutro dodam rozdział 38 :P

poniedziałek, 1 grudnia 2014

;)

Hej :D
Pragnę Was poinformować, żeby później nie było żadnych nieporozumień, że mam też konto na photoblog'u ;)
A oto one:
http://www.photoblog.pl/neymarjrlove/171161406

Tam też będę dodawała rozdziały. :-)

A tak w ogóle to wiecie, że mam już napisany rozdział 37 ?? Nie ?? To teraz już wiecie. :P
Tylko nie wiem kiedy wstawić mam... :D Dzisiaj? Może jutro ??
Szablon by
InginiaXoXo