piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 49

Całował mnie długo, namiętnie, czule, tak romantycznie... Na początku nie odwzajemniałam pocałunków, ale później już tak dopóki nie zapaliła mi się czerwona lampka. Oderwałam się od niego, a on spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Musimy porozmawiać. - oznajmiłam.
- Wiem. Może pójdziemy się przejść? - zaproponował.
- Okej, chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę przeciwnym do naszego, hm "obozowiska". Wyszliśmy na taką jakby dróżkę. Po obu stronach drogi były lasy, które wyglądały przepięknie. Promienie słoneczne próbowały przebić się przez korony drzew, słychać było ćwierkanie ptaków - przyjemnie się tego słuchało.
Szliśmy powoli, w równym tempie i długo. Tak, szliśmy długo. Trochę zaczynałam się bać, bo przecież nigdy nic niewiadomo, ale to chyba przez to, bo za dużo naoglądałam się telewizji i w ogóle. Jednak to był mój chłopak? Więc mogłam mu ufać i ufam cały czas. Przy nim czuję się całkowicie bezpiecznie, ale co teraz z nami będzie? On całował się z jego byłą, a ja... całowałam się z jego przyjacielem. Wiem, że nie powinnam, ale samo tak jakoś wyszło. Muszę mu o tym powiedzieć - nie mam zamiaru go okłamywać.
- Daleko jeszcze? - zapytałam, lekko dysząc.
- Nie, nie. Za chwilę będziemy. - powiedział, zerkając w moją stronę, ja również na niego spojrzałam.
- A tak właściwie to gdzie my idziemy? - spytałam ciekawa.
- Na przepiękną plażę, którą jak ostatni raz tutaj byłem, odkryłem ją. - powiedział dumny.
I faktycznie - po prawie dwóch godzinach marszu, Ney stanął, więc ja też i zaczęłam się rozglądać. Mówił prawdę - tutaj było jeszcze piękniej niż na plaży na naszym obozowisku. Tutaj również były dookoła lasy, ale nie wiem dlaczego - było tak inaczej, tak magiczniej. W powietrzy panowała przyjemna atmosfera. Piłkarz usiadł na piasku. Poszłam w jego ślady i po chwili ja też siedziałam na gorącym piasku. Woda również musiała być ciepła - słoneczko świeciło od samego rana.
Siedzieliśmy w ciszy, która wcale mi nie przeszkadzała i myślę, że mojemu towarzyszowi również. Dotknęłam ręką piasku i zaczęłam coś na nim "rysować". Narysowałam jakieś "arcydzieło", ale dopiero po chwili zorientowałam się co to jest - serce.
- Śliczne. - skomentował Neymar, spoglądając na mnie i uśmiechając się lekko.
Nagle mój chłopak zaczął pisać coś wenątrz narysowanego przeze mnie serduszka. Napisał "J + N", czyli pierwsze literki naszych imion.
- Porozmawiajmy. - zaproponowałam.
- Porozmawiajmy. - powtórzył. - Teraz sobie coś przypomniałem z wczoraj i... żałuję. Naprawdę żałuję. Musisz mi uwierzyć. Wiem, że tyle razy cię zraniłem, ale... Kocham cię.
- Ależ ja ci wierzę. - wyjaśniłam. - Ufam ci. - powiedziałam. - Ale muszę ci o czymś powiedzieć... - zaczęłam, ale nie wiedziałam jak dobrać słowa.
- Tak? - zapytał trochę zaniepokojony. - Możesz śmiało powiedzieć. - uśmiechnął się. - Coś nie tak? - jego uśmiech zgasł, gdy zobaczył moją minę.
- Widzisz... Wczoraj... Ja... Całowałam się... Z... Nim... - wydukałam.
- Z kim? - spytał, udając, że nie wie o kogo chodzi, chociaż tak naprawdę doskonale wiedział.
- Nie domyślasz się?
- Domyślam się... - powiedział spokojnie. - Wybaczysz mi?
- Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że ty mi także wybaczysz. - odpowiedziałam.
- Oczywiście, że ci wybaczam, kochanie. - uśmiechnął się szeroko, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- A więc ja też ci wybaczam, ty mój przystojniaku. - przybliżyłam swoją twarz do jego i zaczęłam go całować, a on odwzajemniał pocałunki.
Nagle usłyszałam głośne chrząknięcie. Niechętnie oderwałam się od Neymara i spojrzałam w stronę, z której dobiegał hałas. Zobaczyłam tam nie kto innego jak Cesc'a, który uśmiechał się niepewnie.

----------
A oto rozdział 49 <3
Mam nadzieję, że się podoba. ;)
Proszę o komentarze. <3
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się next, ale już niedługo. ;3

 ♥

sobota, 13 grudnia 2014

Pytanko xd

Tak sobie pomyślałam, że mogłabym założyć bloga z aktualnościami, ciekawostkami o nie kto innym jak naszym kochanym Neymarze. <3
Tylko pytanie: czy ktoś by tam w ogóle zaglądał i czytał ??
Oczywiście opowiadanie cały czas będę pisać, więc proszę się oto nie martwić. :)

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 48

*Oczami Jennifer*
Przez prawie cały czas nie spuszczałam z oka mojego chłopaka. W ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Zachowywał się tak, jakby mnie tu nie było. Postanowiłam się tym nie przejmować, tak jak robił to on i zacząć się bawić, tak jak on. Potańczyłam trochę z przyjaciółką. Wypiłam kilka drinków i pijana ponownie zaczęłam ruszać się w rytm muzyki. Podszedł do mnie również pijany Cesc i zaprosił mnie do tańca. Na początku się zawahałam, ale gdy spojrzałam na Neymara, że on tańczy z tą całą Jessicą, zgodziłam się.
Impreza zakończyła się koło drugiej. Poszłam spać do namiotu Cami.
Obudziło mnie słońce, które promienie słoneczne próbowały przebić się do namiotu oraz ćwierkanie ptaków, które śpiewały sobie całkiem głośno.
Ziewnęłam, przeciągnęłam się i nie budząc przyjaciółki, która cały czas spała, wyszłam na zewnątrz. Okazało się, że wszyscy spali. No, prawie wszyscy. Z wyjątkiem mnie i Neymara, który siedział sobie na krzesełku. Gdy mnie zauważył, podszedł do mnie.
- Hej. - przywitał się.
- Cześć? - również się przywitałam, ominęłam go i poszłam na plażę, którą było już widać.
Ściągnęłam klapki i weszłam do wody, zanurzając stopy. Woda była trochę chłodna. Pewnie dlatego, bo był jeszcze ranek, więc woda nie zdążyła się jeszcze nagrzać.
Nagle poczułam jak moją talię oplatają czyjeś ramiona. Odwróciłam się i okazało się, że to Ney. Wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam iść brzegiem.
- Co jest? - zapytał, chwytając moją dłoń.
- Ty się pytasz "co jest"? Serio?!
- Nie wiem o co ci chodzi. - powiedział, podnosząc jedną brew do góry, oznajmiając jednocześnie, że naprawdę nie wie o co chodzi.
- Aha, czyli tak dużo wypiłeś, że nic już nie pamiętasz?
- Faktycznie, nic nie pamiętam... - wyjaśnił. - Coś zrobiłem? - spytał przerażony.
- Wiesz... Widziałam cię jak całowałeś się z Jessicą, potem mnie całkowicie ignorowałeś, a teraz nagle sobie o mnie przypomniałeś!
 - Ja... Przepraszam... Byłem pijany... Oczywiście mnie to nie usprawiedliwia, ale kocham cię.
- Ta, pewnie też jej wczoraj powiedziałeś, że ją kochasz...
- Nie, na pewno bym jej tego nie powiedział. - oznajmił pewny.
- Skąd możesz wiedzieć jak nawet nie pamiętasz co się wczoraj wydarzyło...
- Kochasz mnie? - zapytał.
- Ney, kocham, ale... - nie dokończyłam, bo zaczął mnie całować.




Przepraszam, że krótki, ale tak jakoś wyszło. :D
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny, bo mam dużo nauki. :/
Proszę o komentarze <3
 
 Słodziak z niego <3

środa, 10 grudnia 2014

Mecz

Hej <3
Oglądacie mecz ??
FC Barcelona vs. PSG ??
Bo ja tak <3
Jest Neymar ♥♥♥

Rozdział 47

*Oczami Jennifer*
Biegłam przed siebie, nie zważąjąc dokąd biegnę, nie zważając chociażby na to, że mogę się zgubić, ale w tym momencie nie zwracałam na to uwagi.
Jak on mógł mi to zrobić? Jakby mnie kochał to by tego nie zrobił...
To już jest chyba koniec...
Biegłam długo, mając wrażenie, że ktoś za mną podąża, ale nie odwracałam się, bo wiedziałam kto to może być, ale w tej chwili było to mi już obojętne.
Chciałam udać się jak najdalej stąd, ale byłam już zmęczona tym bieganiem, więc zaczęłam iść. Spojrzałam i zobaczyłam jakąś niewielką plażę. Usiadłam na chłodnym piasku i schowałam twarz w dłoniach. Po chwili poczułam jak ktoś zakłada mi bluzę i jak ktoś mnie obejmuje. Wiedziałam kto to - nawet nie musiałam się odwracać, aby się o tym przekonać.
Zaczęłam płakać.

- Ciiii, spokojnie, nie płacz. - powiedział.
- Jak mam nie płakać jak on... tam... - nie dokończyłam.
- Wiem, że jest ci przykro, ale on nie jest wart ani jednej łzy. Może to nie jest odpowiedni moment, ale wysłuchasz mnie? - zapytał.
Kiwnęłam lekko głową.
- Gdy cię po raz pierwszy zobaczyłem... Nie mogę nawet tego opisać! Od razu mi się spodobałaś. Jak dowiedziałem się, że jesteś z nim... Zdenerwowałem się. Wiedziałem, że prędzej czy później cię zrani. On nie zasługuje na ciebie, ty zasługujesz na kogoś lepszego. Nie mówie, że jestem lepszy, mam swoje wady, ale mam też zalety. Gdy cię widzę, moje serce zaczyna szybciej bić. Wiem, że jesteś dziewczyną mojego przyjaciela, ale... Ja się w tobie zakochałem. To jest silniejsze ode mnie! Ja cię kocham... - powiedział.
Spojrzałam mu prosto w oczy i widziałam w ich radoś. Odruchowo się uśmiechnęłam. Cesc zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Zaczął mnie całować. Na początku nie odwzajemniałam pocałunków, ale później już tak. Wplotłam mu palce we włosy i przybliżyłam go jeszcze bliżej. On położył rękę na mojej talii.
Po chwili zapaliła mi się czerwona lampka i odsunęłam się od niego.
- Przepraszam. - powiedziałam tylko i pobiegłam w stronę "pola namiotowego", zostawiając chłopaka samego.
- Gdzie tak długo byłaś? - zapytała Cami, gdy od razu mnie zobaczyła.
- Rozmawiałam. - odpowiedziałam i usiadłam na krzesełku, a obok mnie moja przyjaciółka.
Kątem oka zauważyłam, że Neymar siedzi obok Messi'ego i patrzy się na mnie smutnym wzrokiem.
- Mam prośbę. - zaczęłam, spoglądając na przyjaciółkę.
- Jaką? - zapytała.
- Mogłabym spać u ciebie?
- Jasne! Obie się zmieścimy, więc nie ma problemu.
- Dziękuję.

 -------
Wiem, że krótki, ale niedługo wstawię jeszcze jeden rozdział. :)
Proszę o komentarze <3
 <3

Rozdział 46

*Oczami Jennifer*
- Wszystko wzięłaś? - upewniał się Neymar, gdy włożył moją walizkę do bagażnika.
- Tak. - potwierdziłam.
Gdy dojechaliśmy i wysiedliśmy, wszyscy już prawie byli na miejscu zbiórki. Podeszliśmy do Messi'ego, trzymając się za ręce.
- Siema. - przywitał się Ney z przyjacielem.
Ja również się z nim przywitałam zwykłym "hej". Nagle usłyszałam, że jakiś czarny samochód parkuje koło auta mojego chłopaka. Na początku nie rozpoznałam kierowcy tego pojazdu, ponieważ samochód miał ciemne szyby, ale gdy wysiadł, okazało się, że to nie kto inny jak Cesc Fabregas. Trochę się tym faktem zdenerwowałam, bo to oczywiście nie wróżyło nic dobrego, ale starałam się tym nie przejmować. Przecież on nie może popsuć mi wyjazdu, a raczej nam - mi i Neymarowi.
- A co ona tutaj robi?! - moje rozmyślania przerwał mój chłopak.
Podąrzyłam wzrokiem za jego spojrzeniem i okazało, że ze złością wpatruje się w swoją byłą dziewczynę Jessicę. Ja również byłam zła. Jak nie Fabregas, to teraz ona! Powoli zaczynałam mieć tego wszystkiego dosyć.
- To moja przyjaciółka. - odparł Cesc, a nas wszystkich zamurowało.
- A to mój przyjaciel. - wyjaśniła Jessica.
Równocześnie z Neymarem, głośno westchneliśmy, po czym spojrzaliśmy na siebie i cicho się zaśmialiśmy.
- Hej! - krzyknęła dziewczyna, którą od razu rozpoznałam po głosie. Była to moja przyjaciółka Cami.
- Cześć. - przywitałam się i pocałowałam ją w policzek.
Gdy wszyscy pojawili się na miejscu zbiórki, wszystko ustaliliśmy i wsiedliśmy do pojazdów. Przez pewien czas jechaliśmy w ciszy, aż postanowiłam ją przerwać:
- Neymar...
- Hmm? - spojrzał na mnie.
- Oni nie mogą popsuć nam tego wyjazdu... - zaczęłam.
- I nie zepsują. - powiedział z mocą.
- Mam nadzieję. Hej! Patrz na drogę!
- Przecież patrzę. - zaśmiał się.
Po około godzinie dojechaliśmy na miejsce. Było tu bardzo pięknie. Wszędzie dookoła las, ogromne jezioro, które aż zapraszało, aby się wykąpać. Woda była czysta. Niedaleko była niewielka plaża, na której znajdował się duży pomost, na którym można było łowić ryby. Panowała idealna cisza i spokój. Jedyne co zakłócały spokój to nasze rozmowy i odgłosy natury, które uwielbiam.
- Podoba ci się? - spytał mój chłopak.
- Jasne. Uwielbiam jeździć nad jeziora.
- Ja też. Uwielbiam ciszę i spokój. - powiedział.
Każdy zaczął rozstawiać namioty, więc my też to uczyniliśmy. Trochę za bardzo nie wiedziałam jak, bo gdy jeździliśmy nad jezioro, to zawsze tata to robił. Jednak pomogłam Neymarowi, a on mnie przy okazji nauczył. Później zjedliśmy śniadanie, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy wszyscy na plażę. Chłopaki poszli się kąpać, a my dziewczyny postanowiłyśmy, że się trochę poopalamy. Nasi ukochani zaczęli marudzić, żebyśmy popływały z nimi, że woda jest ciepła. W końcu udało im się nas namówić i wszystkie pobiegłyśmy w stronę wody. Żeby się upewnić, że woda jest na pewno ciepła, zanurzyłam najpierw stopy i rzeczywiście - woda była ciepła i przyjemna. Od razu się zanurzyłam. Pochlapaliśmy się trochę, powygupialiśmy i później nie mając już siły po zabawach w wodzie, poszliśmy usiąść na kocyk.
Gdy słońce grzało moje ciało, przypomniało mi się, że są tutaj z nami Cesc i Jessica. Taka byłam zajęta, że nawet zapomniałam o ich obecności. Na razie nic do mnie i mojego chłopaka nie gadali.
Zjedliśmy obiad i poszliśmy popływać na rowerach wodnych. Było naprawdę super! Potem zjedliśmy pyszną kolację i ktoś (nie wiem kto) włączył muzykę. Wszyscy zaczęliśmy tańczyć, później usiedliśmy na swoich krzesełkach i rozmawialiśmy.
- Pójdziemy się przejść? - spytała Cami.
- Jasne. - powiedziałam jeszcze mojemu chłopakowi, że idę się przejść.

*Oczami Jessici*
Siedziałam koło mojego przyjaciela i obserwowałam cały czas co się dzieje. Zauważyłam, że Jennifer wstaje i idzie z jakąś dziewczyną się przejść.
Szturchnęłam Cesca, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jennifer poszła się przejść. Idź do niej. To przecież część naszego planu. - powiedziałam.
- A ty pogadaj z Neymarem.
- Wiem. Wszystko wiesz, co i jak? - chciałam się upewnić.
- Oczywiście. Powodzenia. - powiedział.
- Wzajemnie. - uśmiechnęłam się pewnie i cały czas patrzyłam jak Cesc idzie w stronę, gdzie poszły te dziewczyny, ja natomiast czekałam na odpowiedni moment, żeby wziąć na bok mojego byłego i z nim porozmawiać. Widziałam po nim, że jest trochę pijany, więc ułatwi mi to.
Inni tańczyli, inni rozmawiali, siedząc. Postanowiłam zacząć działać.

*Oczami Cesca*
Szedłem, mając nadzieję, że idę w dobrą stronę. Okazało się, że w dobrą, bo je zauważyłem. Zaczynałem biec w ich kierunku, one chyba to usłyszały, bo odwróciły się w moim kierunku. Na twarzy Jennifer pojawiła się złość, natomiast na twarzy jej towarzyszki widać było zaskoczenie.
- Hej. - powiedziałem. - Mógłbym porozmawiać z Jennifer? - zwróciłem się do jej przyjaciółki.
- Jasne. - odparła Camila i poszła.
- Czego chcesz? - zapytała Jenn.
- Porozmawiać. - wyjaśniłem.
- O czym? - spytała.
- O nas. - odpowiedziałem.
- Nie ma żadnych nas! - krzyknęła.
- Neymar... - zacząłem.
- Co?
- On właśnie...
- Powiedz! - zażądała.
- Całuje się z... Jessicą! - oznajmiłem.
- Nie wierzę ci. - zaśmiała się.
- To chodź, zobaczysz. - złapałem ją za rękę i zacząłem ciągnąć w miejsce, w które wcześniej ustaliłem z Jessicą, gdzie ma zaprowadzić Neymara. Miałem nadzieję, że wszystko działało zgodnie z planem i faktycznie - gdy zaprowadziłem Jennifer do tego miejsca, zobaczyłem, że Jess i Ney się całują. Widać od razu było, że chłopak odwzajemnia jej pocałunki. Jedną rękę trzymał na jej karku, a drugą oplótł wokół jej talii. Moja towarzyszka stała koło mnie jak sparaliżowana. W końcu nie wytrzymała i zaczęła uciekać. Ja biegłem za nią. Wyjąłem telefon z kieszeni i napisałem sms'a do Jess, że nasz plan się udał.

-----------
A oto rozdział 46 ;)
Mam nadzieję, że się podoba <3
Ney i Davi ♥♥♥

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 45

Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Wzięłam komórkę od ręki. Miałam dużo nieodebranych połączeń i jednego sms'a. Od Neymara:
- Hej. Wybierasz się na trening?
Napisałam mu, że nie, że zobaczymy się potem.
Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki. Wykąpana i ubrana zeszłam na dół do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie - płatki z mlekiem. Po zjedzeniu, umyłam naczynia i pojechałam do szpitala.
Stanęłam przed drzwiami od sali, w której leżał Cesc. Wzięłam głęboki oddech i cicho zapukałam. Usłyszałam ciche "proszę", więc pociągnęłam za klamkę i weszłam niepewnie do środka.
Zobaczyłam go leżącego na łóżku. Podeszłam do jego łóżka, usiadłam na stojącym obok krzesełku i spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się uśmiech.
- Jak się czujesz? - spytałam.
- W miarę dobrze. - odpowiedział.
- Kiedy stąd wychodzisz?
- Dzisiaj.
- Mhm. - nastała krępująca cisza, którą po dłuższym czasie przerwał chłopak.
- Ja nie kłamałem wczorej, kiedy mówiłem, że się w tobie zakochałem. - powiedział, a ja kompletnie nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Ja nie wiem co mam powiedzieć. - zaczęłam. - Ja jestem z Neymarem. - zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Kochasz go?
- Co to w ogóle za pytanie? - zdenerwowałam się. - Oczywiście, że go kocham!
- Ale można kochać więcej niż jedną osobę. - mruknął.
- Ale ja kocham jedną osobę. Neymara.
- Podobam ci się. - stwierdził.
- Słuchaj, nie podoba mi się ta rozmowa, po za tym muszę już iść. - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, ale jego głos mnie zatrzymał.
- Nie zaprzeczyłaś. - zaśmiał się. - Jutro będę już na treningu, więc porozmawiamy jeszcze, okej?
Nic nie mówiąc, wyszłam z sali.
Pojechałam prosto do domu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam myśleć.
Jak on może tak spokojnie o tym mówić? Że mnie kocha? Że się we mnie zakochał? Że mi się podoba? Teraz już sama nie wiem. On jest naprawdę przystojny, ale przecież mam Neymara...
Przerwał mi dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 11:24, a więc nie mógł to być Neymar, bo jest pewnie jeszcze na treningu... To w takim razie kto? Aby się przekonać, kto się do mnie dobija, poszłam otworzyć. Był to nie kto inny jak Cesc. Westchnęłam głośno.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Yhy.
Poszłam do salonu, on za mną. Usiadłam na kanapie, a on na drugiej, która stała na przeciwko tej, na której siedziałam.
- Co cię do mnie sprowadza? - zapytałam, ale domyślałam się, o czym chce ze mną porozmawiać.
- Musimy porozmawiać. - wyjaśnił.
- Ale my nie mamy o czym rozmawiać. - zaśmiałam się, patrząc mu w oczy.
- Widzę jak na mnie patrzysz. Ty mi się podobasz, ja tobie, więc...?
- Nie wmawiaj mi, że mi się podobasz!
- Nie oczekuję od ciebie, że od razu będziemy razem, ale zobaczysz, że poczujesz coś do mnie.
- Raczej wątpię.
- To nie wątp. Neymar cię zrani. - powiedział i wyszedł.
Ja siedziałam jak sparaliżowana. Co to miało oznaczać? "Neymar cię zrani"?
Znowu przerwał mi dzwonek do drzwi. Już myślałam, że to znowu on, ale tym razem był to Ney. Odetchnęłam z ulgą i wpuściłam piłkarza. On na przywitanie pocałował mnie w policzek i uśmiechnął się.
- Hej. - powiedział.
- Cześć. Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki.
- Jak tam na treningu? - spytałam.
- A dobrze, a nawet bardzo dobrze. Trener zrobił nam takie malutkie wakacje. - zaśmiał się. - Mamy 4 dni wolnego. - uśmiechnął się szeroko.
- I co w związku z tym? Widzę, że coś kombinujesz. - zaśmiałam się.
- Oczywiście, że coś kombinuję. Razem z chłopakami ustaliliśmy, że wszyscy z naszymi partnerkami pojedziemy nad jezioro! - oznajmił z entuzjazmem.
- Naprawdę? Ale fajnie! - ucieszyłam się. - Kiedy jedziemy?
- Już jutro rano. Na 4 dni.
- O, to muszę się już spakować.
- Ja też, ale to potem jak wrócę do domu. Jak coś to wezmę dla nas namiot, więc ty nie bierz...
- Dobrze. Jesteś głodny? Może zrobimy coś dobrego na obiad?
- Jasne. Może pizzę?
- No to chodźmy.
Podczas przygotowania pizzy, nie obyło się bez śmiechów. Wzięłam całą paczkę mąki i wysypałam ją na niego. Oczywiście musiał mi oddać i to co nie zdążyłam mu wysypać, on wysypał mi na głowę. Cała kuchnia była w mące oraz my. Gdy Ney włożył pizzę do piekarnika, wyszliśmy na dwór. Piłkarz zauważył, że w basenie jest woda, więc wziął mnie na ręce i do niego mnie wrzucił. Postanowiłam, że on też się wykąpię i gdy on wyciągnął do mnie rękę, żeby pomógł mi wstać, ja go pociągnęłam i Neymar wylądował razem ze mną w basenie.
Później poszliśmy się przebrać w suche ubrania, następnie poszliśmy nakryć do stołu. Gdy nakryliśmy, Neymar poszedł do kuchni po nasz obiad, a ja usiadłam na krześle. Po chwili wrócił z szerokim uśmiechem na twarzy.
Po skończonym posiłku, Neymar oświadczył, że musi już jechać do domu, bo musi się jeszcze spakować. Gdy wychodził, pocałował mnie namiętnie w usta i wyszedł.
Patrzyłam jak jego samochód znika za zakrętem.
Poszłam do łazienki, wzięłam długą i relaksującą kąpiel. Potem wzięłam ogromną walizkę i zaczęłam się pakować. Nigdy nie lubiłam się pakować.
W między czasie, gdy się jeszcze pakowałam, zadzwonił do mnie telefon. Dzwonił oczywiście Ney.
- I jak tam idzie ci pakowanie? - zapytał, gdy odebrałam.
- Szkoda gadać! A tobie?
- Szkoda gadać. - powtórzył. - Nienawidzę się pakować.
- Witaj w klubie. - powiedziałam, nagle mi się coś przypomniało. - Słuchaj... Mam takie pytanie: czy Cami też może pojechać jutro nad to jezioro?
- Jasne. Czemu nie? Ponoć Shakira też bierze jakieś koleżanki.
- No to fajnie. Cieszę się. Dobra, będę kończyć, bo jest już późno, a jutro rano trzeba spać. Właśnie, gdzie i o której jest zbiórka?
- Zbiórka jest o 8:30, koło parku.
- W tym parku, w którym byliśmy...
- Tak. Przyjadę po ciebie.
- Nie musisz.
- Przyjadę po ciebie. - powtórzył.
- Dobra. To pa!
- Pa, piękna. - rozłączyłam się i dokończyłam pakowanie.
Byłam padnięta, więc położyłam się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

----------
Proszę o komentarze. <3


Jaki on jest cudowny <3
 

Rozdział 44

Przytuliłam się mocno do Neymara i zaczęłam go namiętnie całować. Oczywiście, ktoś nam musiał przerwać. Usłyszałam głośne chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie. - Jennifer, jesteś idealną dziewczyną. Ja się w tobie zakochałem. - powiedział... Cesc Fabregas.
Zupełnie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przecież to jest przyjaciel Neymara! Jak on tak może? Kompletnie go nie rozumiałam. Powiedzieć tak do dziewczyny swojego przyjaciela w obecności jej chłopaka?
Neymar wstał, ja również. Spojrzałam pytającym i zdziwionym wzrokiem na mojego chłopaka. Na jego twarzy było widać zaskoczenie, niepokój i złość.
- Słucham? - zapytał Ney.
- No... Zakochałem się w niej. - wskazał na mnie i uśmiechnął się do mnie.
- Przecież to moja dziewczyna! - zdenerwował się Ney.
- Spokojnie. - szepnęłam mu na ucho i chwyciłam mocno jego rękę.
- Wiem, ale to jest silniejsze ode mnie. - wytłumaczył Cesc.
Neymar nie wytrzymał, wyrwał się z mojego uścisku i uderzył Cesca z pięści w nos, który ten stracił równowagę i się przewrócił.
Mój chłopak złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę mojego domu. Ja natomiast odwróciłam się i zobaczyłam, że chłopak, którego uderzył Ney cały czas leży. Zaczęłam się niepokoić. Przecież mógł uderzyć się głową o chodnik i umrzeć.
Zaczęłam wyrywać się, ale Neymar trzymał mnie mocno. W końcu jakoś mi się udało i podbiegłam do leżącego chłopaka.
- Dzwoń na pogotowie! - krzyknęłam do piłkarza, który zaczął iść w moją stronę.
Karetka przyjechała bardzo szybko. Gdy odjechała, odezwałam się:
- Jedziemy!
- Co? Gdzie? - zdziwił się.
- No jak to gdzie? Do szpitala!
- Nie. - powiedział stanowczo.
- Jak to nie? Przecież to twój przyjaciel! Mogło mu się coś stać.
- Taki z niego przyjaciel, że chce mi odebrać dziewczynę? Ja nie jadę i ty też nigdzie nie pojedziesz.
- Słucham? Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać? Jadę! Cześć! - zaczęłam biec w kierunku mojego domu.
Wsiadłam w samochód, którym dawno już nie jeździłam, bo wszędzie podwoził mnie Ney. Jechałam bardzo szybko, nie zważając na znaki. Na ulicach było pusto. Zaparkowałam auto i wysiadłam. Weszłam do szpitala i podeszłam do jakiejś pielęgniarki, która wskazała mi, gdzie leży Cesc Fabregas. Biegiem ruszyłam w stronę windy i wjechałam na drugie piętro. Szukałam na drzwiach numerków. W końcu znalazłam. Usiadłam na wolnym krzesełku, których było tu pełno. Po około 20 minutach z pomieszczenia wyszedł lekarz. Natychmiast wstałam.
- Dzień dobry, panie doktorze. Karetka przywiozła niedawno tutaj mojego... - zawahałam się. - kuzyna. - zmyśliłam. -  Nazywa się Cesc Fabregas. Co się mu stało?
- Tak. - potwierdził. - Pan Cesc został pobity, stracił równowagę i uderzył głową o chodnik. Robiliśmy badania. Wyniki są bardzo dobre.
Odetchnęłam z ulgą.
- A czy mogę teraz do niego wejść? - spytałam z nadzieją.
- Dzisiaj niestety nie, ale jutro będzie pani mogła.
- Dobrze, dziękuję.
Wyszłam ze szpitala, wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Tym razem również jechałam bardzo szybko - po prostu chciałam jak najszybciej wrócić do domu i się położyć, bo byłam już mocno zmęczona, a oczy same mi się zamykały.
W końcu dojechałam, z czego się ucieszyłam. Od razu po wejściu do domu, pobiegłam na górę do mojego pokoju, przebrałam się w piżamę i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

---------------------
A oto rozdział 44 :)
Zabieram się za pisanie kolejnych rozdziałów. ;)
 Ney ♥
Szablon by
InginiaXoXo